próba prześledzenia źródeł literackich, w których pojawia się topos1 całunu i wizerunku Jezusa w antyku chrześcijańskim, oraz powiązania ich z płótnem, znajdującym się obecnie w katedrze turyńskiej, którego europejska historia wiedzie różnymi, nierozpoznanymi dotąd drogami, do Lirey, a następnie do-celowo do Turynu.
Powyższy obraz religijny przedstawia wizerunek Jezusa Chrystusa z Całunu. Wizerunek przedstawia twarz Jezusa Chrystusa znajdującą się na lnianym płótnie, określanym jako Całun Turyński. Uważa się, że jest materiał, którym po śmierci zostało okryte ciało Jezusa Chrystusa, a charakter i umiejscowienie śladów odpowiada opisowi
Rabiniczny wizerunek Jezusa i chrześcijaństwa w kontekście dialogu Kościoła z Żydami i judaizmem Waldemar Chrostowski. Estetyka I Krytyka 27:341-358 (2012)
Dopiero kiedy wróciła do domu i przypatrzyła się chuście, dostrzegła na niej przedziwne odbicie skrwawionej, cierniem ukoronowanej twarzy Jezusa, jakby jej odcisk, wyraźny wizerunek. Niektóre z apokryfów mówią, że wizerunek ten Weronika otrzymała od Jezusa o wiele wcześniej, a mianowicie kiedy po uzdrowieniu jej z krwotoku
W katedrze w Salamance wierni mogą bowiem zobaczyć rzeźbę Jezusa Chrystusa opartą o wizerunek znany z Całunu Turyńskiego. Widzimy więc zarówno sylwetkę jak i wszystkie rany powstałe w wyniku kontaktu z aparatem państwa rzymskiego, w tym śmierci na Krzyżu. Rzeźba waży około 75 kg i wykonano ją z materiałów syntetycznych.
Całun z Turynu szczegółowo opisuje przebieg męki Chrystusa i ukazuje całe ciało. Opowiada również o takich szczegółach, których nie ma w Ewangelii. Podczas gdy całun z Manopello jest wizerunkiem twarzy uchwyconym w jednym momencie, a jest to moment zmartwychwstania, moment, w którym człowiek budzi się ze snu.
. Specjaliści z ośrodka energii jądrowej pod Rzymem ogłosili pod koniec ubiegłego roku, że nie potrafią żadną technologią podrobić Całunu Turyńskiego. Niektórzy uznali, że jest to ostateczny dowód na działanie sił nieznanych nauce. Co czuje znawca tematu, gdy słyszy taki komunikat?Jest zgodny z wnioskami, które zawarłem w swojej książce "Tajemnica Całunu". Naukowcy z włoskiej Narodowej Agencji Nowych Technik i Energii (np. prof. Paolo di Lazzaro), pracując zespołowo, zagwarantowali rzetelność tych badań. Wyniki zamykają usta zwolennikom teorii, że całun został spreparowany w średniowieczu. To niemożliwe. Obraz na całunie jest powierzchniowy (ma zaledwie 40 mikronów!), ale bardzo realistyczny; to tylko muśnięcie, którego mógłby dokonać laser o wyjątkowej mocy. Nawet my w XXI wieku taką aparaturą nie dysponujemy. Jednak co jakiś czas pojawiają się sprzeczne rewelacje na temat całunu. Czy nie ma tu znaczenia wiara badaczy w Boga? Ale na przykład profesor Dymitr Kuzniecow, uczestnik programu nuklearnego w byłym Związku Radzieckim, jest niewierzący. A po zbadaniu całunu uznał, że ma około dwóch tysięcy lat. W powołanej w 1978 roku ekipie naukowców, zwanej Shroud of Turin Research Project, czyli w skrócie STURP, która mogła dokładnie zbadać tkaninę, była spora grupa uczonych pochodzenia żydowskiego, kilku agnostyków i niewierzących. Byli pewni, że Całun Turyński jest mistyfikacją. Ale w miarę badań płótno coraz bardziej ich zadziwiało. Co mogło zaskoczyć wybitnych naukowców? Nie wykryli na tkaninie barwników. Nie było śladów ruchu pędzla. Jak więc powstał obraz? Musiała zadziałać jakaś energia, której natury nie znamy. I taki też specjaliści ze STURP wydali kiedy pan zainteresował się całunem 30 lat temu, wierzył, że jest autentyczny?Byłem sceptyczny. Ale naukowca interesuje tylko prawda. Zjechałem pół Europy, żeby dotrzeć do różnych źródeł. Odpadały kolejne teorie na temat powstania całunu. Na przykład, że całun namalował Leonardo da Vinci, skoro płótno istniało przed narodzinami Leonarda. Niektórzy na przykład twierdzą, że zrobiono metalowy odlew ludzkiej postaci, rozgrzano go i nakryto tkaniną, po czym powstał wypalony wizerunek. Ale na całunie nie ma żadnych śladów fałd czy zagięć, naturalnych, gdy tkanina opada na ludzkie ciało. Wersji próbujących wyjaśnić ten fenomen jest wiele i żadna nie wytrzymuje wieku tkaniny metodą radiowęglową z 1988 roku potwierdziło jednak, że Całun jest średniowieczną badania wykonane przez trzy prestiżowe laboratoria (w Arizonie, Oxfordzie i Zurychu) wskazują na XIII i XVI stulecie. Niemniej wyniki tych badań są wątpliwe i to nie z powodu fizyków.* CZYTAJ KONIECZNIE:*LISTA LEKÓW REFUNDOWANYCH I NOWE RECEPTY [PORADNIK]*NAJŁADNIEJSZE SZOPKI WOJEWÓDZTWA ŚLĄSKIEGO - ZOBACZ ZDJĘCIA*Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newsletteraWIELKI KONKURS. Pokaż zimę na Śląsku i wygraj narciarski WEEKEND!*Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newsletteraJakieś inne okoliczności miały na to wpływ?Pobrano próbkę, podzielono na dwie części: pierwszą do badań, drugą do kontroli, lecz osoba odpowiedzialna za to nie chce zwrócić próbki kontrolnej ani do Turynu, ani do owych laboratoriów. Całun przecież był łatany, miał bowiem burzliwą historię i bywał naprawiany. Dlatego nie ma pewności, czy próbka, którą podzielono na trzy części i przekazano do badań, nie pochodziła z części sztukowanej. Może właściwa próbka zaginęła? Ktoś ją zgubił? Wolę tak myśleć, niż sądzić, że osoba mająca przekazać próbki laboratoriom - ideologicznie chce wmawiać, że całun jest relikwii w Turynie, arcybiskup Anastasio Ballestrero, ogłosił wtedy światu, że Całun Turyński jest nieprawdziwy. I świat się dowiedział, że lniane płótno, z którego całun jest zrobiony, pochodzi z około 1240-1390 roku. Są jednak liczne źródła bizantyjskie sprzed 1204 roku, które wspominają o istnieniu całunu (zwanego tam Mandylionem). Zachował się też spis relikwii w Konstantynopolu z około 1000 roku, gdzie wymieniono takie całun znalazł się w Konstantynopolu? To bardzo ciekawa historia. Jej początki wiążą się z apokryfem z czasów Jezusa. Mówi on o tym, że król Abgar V Czarny był chory na trąd. Słyszał on o cudach Jezusa, więc wysłał do niego posłańca. Miał on prosić o uzdrowienie króla. Jezus rzekomo napisał do Abgara list. Miał też pozwolić się namalować lub dał mu chustę, którą król osuszył swoją twarz. W każdym razie Abgar został uleczony. Może pamiętając o życzliwości Edessy wobec Jezusa, jego uczniowie właśnie tam postanowili przechować bezcenny całun. Mnie ta historia nie wydaje się całkowicie zmyślona, ale ubarwiona. Abgat to postać jak najbardziej historyczna. Panował w kraju Osroene ze stolicą w Edessie - dzisiaj to Urfa, miasto w północno-zachodniej Turcji. Zwróćmy uwagę, że potrzebujący przychodzili do Jezusa z ulicy, bez żadnych posłańców. Był jednak jeden przypadek, że do Jezusa przyszli posłańcy, którzy żądali zapowiedzi. Jak wiadomo, tak czynią ludzie tak zwani ważni. Legenda mówi, że po śmierci Jezusa całun został zabrany przez św. Piotra. Mógł trafić tylko do Edessy, bo wszędzie indziej by go zniszczono. Z Edessy trafia do bizantyjskiego Konstantynopola, podczas jednej z wojen z Arabami. Stamtąd w 1204 roku wywieźli go krzyżowcy. Potem trafił do Aten, stamtąd do Francji, w końcu do Turynu.* CZYTAJ KONIECZNIE:*LISTA LEKÓW REFUNDOWANYCH I NOWE RECEPTY [PORADNIK]*NAJŁADNIEJSZE SZOPKI WOJEWÓDZTWA ŚLĄSKIEGO - ZOBACZ ZDJĘCIA*Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newsletteraWIELKI KONKURS. Pokaż zimę na Śląsku i wygraj narciarski WEEKEND!*Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newsletteraJak to możliwe, że przetrwał tyle wieków?Ludzie chronili go jak świętość, jak przedmiot absolutnie niepowtarzalny. Trzeba pamiętać, że na początku chrześcijaństwa nie było wiadomo, jak Jezus wygląda. Dla współczesnych mu Żydów było nie do pomyślenia, żeby go namalować. Judaizm zakazywał przedstawiania wizerunków, w tym także obrazu Boga. Rychło zapomniano, jak fizycznie prezentował się Jezus. I nikomu to wtedy nie było potrzebne. Później pojawiały się upiększone wizerunki, delikatnego, urodziwego młodzieńca. Chyba dalekie od prawdy. Co można powiedzieć o człowieku, którego ciało odbiło się na całunie?Przede wszystkim jest straszliwie umęczony. O wiele bardziej niż mówią o tym Ewangelie. To jeszcze jeden dowód, który daje do myślenia. Fałszerz całunu pewnie oparłby się na tym, co przeczytał u św. Jana i wykonał takie rany, jakie są tam opisane. A tamten człowiek ma jeszcze inne obrażenia, o których nie ma słowa. Był bity w twarz, w głowę. Miał strzaskane kolano, które nie pozwalało mu chodzić. Dłonie przybito mu inaczej niż to przedstawiają średniowieczne obrazy. Ale są też ślady cierniowej korony, rana w boku od włóczni. Są krople krwi. To dramatyczny zapis Jezus wyglądał za życia?Człowiek odbity na całunie był silnym, dojrzałym mężczyzną, mocno zbudowanym. Miał około 180 cm wzrostu. Nie był wątły, jak czasem przedstawia się Jezusa na portretach. Starym żydowskim zwyczajem nosił długie włosy. Miał męską, budzącą zaufanie twarz i bardzo harmonijne proporcje Jezus mógł w chwili złożenia na całun żyć?Na całunie zachowały się cząstki płynów organicznych martwego człowieka. I dopiero potem nastąpiła eksplozja nieznanej energii, która utrwaliła jego postać?Tak. Zanim bowiem to się stało, od kilkudziesięciu godzin przecież nie żył. Co pana najbardziej w tej historii zaskakuje?Człowiekowi z całunu zadano potworne cierpienia. Jego twarz powinna wyrażać ogromny gniew. Tymczasem widzimy twarz bez gniewu, bez złości na zadających człowiekowi z całunu ból. I to jest ostatnia zagadka Całunu Turyńskiego, która mnie Grażyna Kuźnik* CZYTAJ KONIECZNIE:*LISTA LEKÓW REFUNDOWANYCH I NOWE RECEPTY [PORADNIK]*NAJŁADNIEJSZE SZOPKI WOJEWÓDZTWA ŚLĄSKIEGO - ZOBACZ ZDJĘCIA*Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newsletteraWIELKI KONKURS. Pokaż zimę na Śląsku i wygraj narciarski WEEKEND!
Prawie pół miliona osób wybiera się do Turynu, by zobaczyć słynny całun z domniemanym wizerunkiem Jezusa. Pokazano go po raz pierwszy od 5 lat. Katolicy widzą w płótnie najcenniejszą relikwię Męki Pańskiej, odbicie twarzy i ciała Jezusa, który skonał na krzyżu. (Według ówczesnych żydowskich zwyczajów pogrzebowych ciało zmarłego owijano całunem, głowę chustą, a ręce i nogi wiązano opaskami). Niedowiarki, a nie brakuje ich wśród naukowców, uważają całun za produkt średniowieczny, który miał zaspokajać potrzeby religijne tamtej epoki. Potrzeby okazują się żywotne, bo poprzednie ekspozycje całunu przyciągały nawet milion oglądających. Dla większości z nich całun jest relikwią, czyli świętością, a nie podróbką, czyli fałszywką. Kościół nie mówi jasno, czy uznaje całun za relikwię. Ale nie musi się deklarować, bo kult całunu czy – szerzej – relikwii nie dotyczy samego rdzenia wiary katolickiej, czyli odkupicielskiej śmierci i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Kult relikwii może być więc tolerowany, a nawet pożyteczny z kościelnego punktu widzenia, bo rozbudza szersze niż zwykle zainteresowanie chrześcijaństwem i jego praktykami, na przykład pielgrzymkami do sanktuariów takich jak kaplica św. Całunu (Santa Sindone, z greckiego syndon) w katedrze turyńskiej. Wybudowano ją w XVII w., wykładając czarnym marmurem. Całun o wymiarach nieco ponad 4 m na nieco ponad 1 m przechowuje się tam w specjalnym srebrnym relikwiarzu, spoczywającym w żelaznej skrzyni i ustawionym w urnie na kaplicznym ołtarzu. Na co dzień jednak całun nie jest z relikwiarza wyjmowany, choćby dla zabezpieczenia przed zniszczeniem. Omal nie doszło do niego podczas pożaru w katedrze w 1997 r. Nieszczęściu zapobiegła brawurowa akcja strażaków. Całun był bliski zniszczenia przez ogień także w pierwszej połowie XVI w., gdy był przechowywany nie w Turynie – gdzie jest od 1578 r. – ale w kościele w Chambery we Francji, bo należał do ówczesnych władców tego regionu, książąt sabaudzkich, którzy ostatecznie przenieśli go do Turynu, a w 1983 r. ofiarowali papieżowi Janowi Pawłowi II. Całun jest niedostępny dla zwykłych śmiertelników – w katedrze mogą sobie obejrzeć fotografię – dlatego tym większym wydarzeniem staje się jego wystawienie na widok publiczny. Zdarza się to rzadko; ostatnio był eksponowany 5 lat temu, wcześniej w jubileuszowym roku dwutysiąclecia chrześcijaństwa. Ekspozycję odwiedził wtedy Jan Paweł II. Dzieląc się później wrażeniami podczas spotkania z pielgrzymami na placu św. Piotra, a oglądał całun już trzeci raz, nazwał go „świadkiem Chrystusa”. Ręka ludzka Takie określenie brzmi, jakby papież uważał całun za relikwię, choć tego słowa nie używa. Dwa lata wcześniej, 24 maja 1998 r., poświęcił mu całą homilię do wiernych w Turynie, a działo się to niedługo po wspomnianym już wielkim pożarze, który omal nie strawił tkaniny. Dziękował Bogu za „wyjątkowy dar”, jak nazwał całun, który pobudza wiernych do modlitwy i medytacji w związku z Męką Pańską. Bo nie całun jest tu celem, lecz Chrystus. Ale na tym nie koniec. W homilii papież nazwał całun także obrazem ludzkiego cierpienia, obrazem miłości Boga do człowieka i przypomnieniem ludzkiego grzechu, obrazem bezsilności śmierci, obrazem śmiertelnego milczenia i ciszy kontemplacji. Jan Paweł II włączył w tę katechezę całunu akcenty współczesne: jakże patrzeć na wyobrażenie umęczonego ciała i nie pochylić się nad losem ludzi pozbawianych praw ludzkich, ofiar tortur i terroryzmu, niewolników przestępczych organizacji? Czuje się, że płótno budziło w papieżu głębokie emocje. A przy tym zaznaczał wyraźnie, że Kościół pragnie, by nauka prowadziła niezależne i wyczerpujące badania nad tajemnicą całunu, nie przesądzając niczego z góry. W chrześcijaństwie istnieje pojęcie „rzeczy, których nie uczyniła ręka ludzka”, czyli takich, które powstały w sposób cudowny, nadprzyrodzony, jako widomy znak mocy i świętości. Znaki widome, ale nienamalowane, tylko odbite na tkaninie, trochę tak jak odbicia postaci ludzkich powstałe na murach Hiroszimy po eksplozji bomby atomowej. Chrześcijanie zaliczają do owych znaków wizerunki Jezusa na chustach, jakie przez wieki były i są czczone w wielu miejscach. Prócz całunu turyńskiego, rozgłos zdobyła chusta Weroniki i tak zwany mandylion z Edessy. Znikające wizerunki Całun turyński zawiera wizerunek mężczyzny ze śladami obrażeń na głowie i ciele, pasującymi do ewangelicznych opisów cierpień i śmierci Jezusa na krzyżu w Jerozolimie ok. 30 r. Są ślady po cierniach, biczowaniu, przebiciach nadgarstków i stóp gwoździami, ranie kłutej boku; są ślady krwi, a nawet ślady pyłków kwiatowych występujących ponoć tylko w Palestynie. Gdyby to rzeczywiście była podobizna Jezusa, miałby on nieco ponad 1,6 m wzrostu i semickie rysy. Chusta św. Weroniki to relikwia przedstawiająca wizerunek twarzy cierpiącego Chrystusa. Legenda średniowieczna opowiada, że kiedy Jezus dźwigał krzyż w drodze na Golgotę, pewna kobieta podała mu chustę, by mógł otrzeć pot z twarzy. Wtedy na chuście odbiło się święte oblicze Zbawiciela. Ów prawdziwy wizerunek, veraikon (stąd być może imię Weroniki), był natchnieniem malarzy chrześcijańskiego Zachodu. W chrześcijaństwie wschodnim wielką nabożnością otoczono mandylion z Edessy. Jest to płótno z wizerunkiem twarzy uważanej za oblicze Jezusa i ikonę wszystkich ikon. Tak jak chuście Weroniki, mandylionowi towarzyszą legendy tłumaczące jego pochodzenie. Miał go otrzymać król Agbar z Edessy (dziś miasto Urfa w Turcji). Chory władca poprosił Jezusa słynącego z cudownych uzdrowień, by i jego uleczył. Ten do króla nie przybył, ale przesłał mandylion i obiecał, że któryś z jego uczniów przyjedzie pomóc władcy, jak się i stało. Wszystkie te cudowne historie nie zastąpią sumiennych badań nad pochodzeniem i charakterem wizerunków. Pojawiają się one i znikają w mrokach dziejów, tropy krzyżują się i urywają, ikonografie chrześcijańskie nakładają się na antyczne. Po jednej wzmiance w źródłach historycznych zapada milczenie na dekady i stulecia. W średniowieczu w Europie Zachodniej kilkadziesiąt kościołów szczyciło się, że przechowuje fragmenty całunu grobowego Chrystusa i innych relikwii Męki Pańskiej – chusty grobowej czy opasek. Takie mnożenie się świętych pamiątek wynikało nie tylko z potrzeb kościelnej propagandy i łatwowierności ludu, lecz i z ekonomii: miejsca słynące z relikwii przyciągały tłumy pielgrzymów, a ci zostawiali tam pieniądze za nocleg, żywność i dewocjonalia. Kogo czcili templariusze Swoje legendy ma i całun turyński. Bohaterami jednej z nich są templariusze. Ten potężny zakon rycerski został w XIV w. rozwiązany, a jego przywódcy straceni. Inkwizytorzy zarzucili templariuszom oddawanie czci wizerunkowi jakiejś brodatej głowy. O co dokładnie mogło chodzić, już ustalić się nie da. Są badacze, którzy uważają, że w istocie templariusze posiadali jedną z relikwii Męki Pańskiej w postaci całunu – może wręcz właśnie tego nazwanego później turyńskim – lub chusty z podobizną świętej twarzy Jezusa. Jeden z tych badaczy wystąpił nawet z tezą, że na całunie znajduje się odbicie ostatniego wielkiego mistrza zakonu Jakuba de Molay, bo to jego ciało weń owinięto. Tak czy inaczej białych plam w historii cudownych wizerunków Jezusa jest tyle, że nie można wykluczyć, iż chusta Weroniki, całun turyński i mandylion z Edessy to różne nazwy tego samego artefaktu. Kogo to dziwi, powinien pamiętać, że już w samych Ewangeliach mamy różnice w opisach złożenia Jezusa do grobu i tego, co w nim zastano po zmartwychwstaniu. U św. Jana czytamy, że w pustym grobie Szymon Piotr zobaczył płótna (całun) i leżącą oddzielnie od nich zwiniętą chustę. Pozostałe trzy Ewangelie o chuście nie wspominają, tak samo jak o wonnościach, jakie przynieśli Józef z Arymatei i Nikodem, by wraz z nimi owinąć Jezusa w śmiertelne płótno. Szczegół z chustą jest ciekawy, bo przecież rabusie grobów czy inni ewentualni porywacze ciała nie traciliby chyba czasu na zwijanie chusty i robienie porządku. Takiej staranności spodziewalibyśmy się po pobożnym Żydzie Jezusie. Drobny szczegół jest więc teologicznym komunikatem: Jezus prawdziwie zmartwychwstał, o czym zaświadcza nawet ta starannie złożona chusta. Nigdzie u ewangelistów nie mamy natomiast wzmianki o cudownym odbiciu wizerunku Jezusa na całunie, a wydaje się, że jeśli, to powinno ono nastąpić jeszcze przed złożeniem ciała w grobie. Cztery pamiętne daty W historii całunu są cztery ważne daty. Pierwsza to nieszczęsny dla chrześcijaństwa rok 1204, kiedy to zachodni łacińscy rycerze czwartej wyprawy krzyżowej zdobyli, złupili i zniszczyli Konstantynopol, zwany drugim Rzymem, stolicę chrześcijaństwa wschodniego, dopuszczając się wobec współwyznawców masowych mordów i gwałtów, do jakich nie posuwali się wrogowie krzyżowców – muzułmanie. Historyk krucjat Steve Runciman nazywa tę wyprawę „największą w dziejach zbrodnią przeciwko ludzkości”. To jeden z owych zdobywców, Burgundczyk Otton de la Roche, miał przywieźć całun zrabowany ze skarbca cesarskiego w Konstantynopolu do Besançon w południowej Francji. Potem płótno wędrowało od kościoła do kościoła i zmieniało możnych właścicieli. Druga przełomowa data przypada na czasy już nam bliższe. W 1898 r. włoski fotograf amator wykonał pierwsze zdjęcia całunu. Na negatywach twarz i ciało było wyraźniejsze niż na całunie. Wśród wielu hipotez na temat powstania wizerunku są też fotograficzne. Ich zwolennicy twierdzą, że w średniowieczu znane były techniki pozwalające na wykonanie prostych zdjęć i to w ten sposób powstała podobizna na całunie; zrobiono nawet eksperyment: przy użyciu wyłącznie materiałów sprzed wieków uzyskano efekt podobny do obrazu na całunie. Jego autorstwo próbowano także przypisać mistrzowi Leonardo da Vinci. Miał w tym celu wykorzystać kamerę otworkową (camera obscura), a podobizna na całunie to twarz samego Leonarda. Trzecią kluczową datą jest 1978 r., kiedy uczeni amerykańscy rozpoczęli badanie całunu. Ogłoszone po trzech latach wyniki zdawały się potwierdzać, że wizerunek nie jest namalowany na płótnie farbami, lecz naniesiony w jakiś inny, trudny do jednoznacznego ustalenia sposób. Ale jeszcze większy rozgłos zdobyły wyniki badań, na które Watykan zezwolił w 1988 r. – to czwarta ważna data. Uczonym pozwolono zbadać wiek całunu metodą datowania z wykorzystaniem izotopu węgla. Miało się ostatecznie okazać, która strona sporu o pochodzeniu płótna ma rację: czy ci, którzy uważają, że naprawdę z grobu, gdzie złożono Jezusa i że to jego podobizna na nim widnieje. Czy też ci, którzy datują je na znacznie ponad 1000 lat po śmierci Jezusa. Ci drudzy wątpią przy okazji, czy ktokolwiek wie, jak wyglądał Chrystus przed i po ukrzyżowaniu. Wiemy tylko, jak przedstawiano go w różnych tradycjach ikonograficznych (ciekawie pisała o tym Agnieszka Krzemińska, POLITYKA 15/09). Ale tych przedstawień nie można przecież utożsamiać z rzeczywistym wyglądem Jezusa. Można natomiast rozsupływać bogactwo znaczeń symbolicznych, jakie całun i inne podobne relikwie Męki Pańskiej wnosiły do historii malarstwa i kultury. Po pobraniu w 1988 r. niewielkiej próbki z całunu badały ją niezależnie od siebie trzy laboratoria uniwersyteckie w Szwajcarii, Anglii i USA. Wynik był w każdym taki sam: całun miał powstać w XIII w. Sceptycy nie cieszyli się jednak długo z potwierdzenia bliskiej im hipotezy średniowiecznej fałszywki. Oto kolejni badacze uznali, że pobrano złą próbkę, pochodzącą z napraw i przeróbek, a nie z pierwotnej części płótna i że ten błąd zniekształcił rezultaty wcześniejszych badań. Do kontrofensywy ruszył znany włoski dziennikarz, teolog z wykształcenia, praktykujący katolik i czciciel całunu Orazio Petrosillo. Jego zespół badawczy ustalił, że płótno w znacznej części pochodzi jednak z I w. W 2002 r. niemiecko-szwajcarska historyk tkanin i konserwator pracująca nad całunem stwierdziła, że został utkany sposobem znanym z żydowskich całunów pogrzebowych z czasów Jezusa. Prof. Flury-Lemberg zaznaczyła, że nie jest katoliczką, tylko luteranką, ale uważa całun za dobro kultury chrześcijańskiej. Pod jej nadzorem całun poddano intensywnej renowacji; usunięto fragmenty nadpalone w pożarze z XVI w. i łaty doszyte wówczas przez siostry klaryski. Ta ponoć niezbędna operacja ratunkowa sprzed ośmiu lat została przez jednego z krytyków nazwana gwałtem na całunie. Chodziło mu o to, że bezpowrotnie przepadły elementy nawarstwione przez wieki, niczym słoje drzewa. Całun, czyli memento Kolejne prace różnych autorów potwierdzały tezę o błędnym datowaniu z powodu błędnie pobranej próbki. Ale prędzej czy później publikowano wyniki innych badań, powracających do tezy o średniowiecznym i ludzkim pochodzeniu całunu. Ten cykl potwierdzeń i zaprzeczeń trwa do dziś. Pod koniec 2009 r. badaczka archiwów watykańskich, katoliczka dr Barbara Frale ogłosiła, że odkryła na całunie rodzaj świadectwa zgonu wymieniającego imię Jezusa Nazareńczyka. Jej zdaniem litery hebrajskie, greckie i łacińskie, bo w tych językach był napis, pochodzą z czasów Jezusa. Wkrótce po tych rewelacjach, podczas wykopalisk w Jerozolimie archeolodzy natrafili na całun grobowy żydowskiego kapłana z epoki Jezusa. Był tkany prostym splotem, innym niż całun turyński, co może oznaczać, że ten drugi pochodzi z epoki późniejszej niż czasy Jezusa. Czy te kontrowersje mają jakieś istotne znaczenie? Zależy dla kogo. W świecie nauki syndolodzy – tak brzmi fachowa nazwa badaczy całunu – toczą swe spory jak uczeni innych specjalności, starając się oddzielić prywatne poglądy od meritum. Kult relikwii, dla jednych odpychający i barbarzyński, u innych zaspokaja jakąś istotną potrzebę duchową. Wówczas przestaje się liczyć sucha prawda materialna, że całun pochodzi z tego czy innego stulecia i ma takie czy inne naukowo mierzalne cechy. Tak jak wciąż są ludzie, którzy noszą medaliony z kosmykiem włosów zmarłej ukochanej osoby, podobnie długo jeszcze będą tacy, którzy z całunu czerpią chrześcijańską nadzieję. A także tacy, którzy choć chrześcijanami nie są, mogą w całunie widzieć memento: uniwersalny symbol cierpień wyrządzanych ludziom przez ludzi i wołający o opamiętanie.
Badania Całunu Turyńskiego mające potwierdzić jego oryginalność bądź fałszerstwo trwają od dziesięcioleci. Wszystkie budzą ogromne kontrowersje. Nauka wciąż nie dała jednoznacznej odpowiedzi kiedy i w jaki sposób powstał wizerunek uznawany przez wiele osób za odbicie postaci Jezusa Chrystusa. Całun Turyński to lniana tkanina, w którą miało być owinięte ciało Chrystusa. Zwój materiału ma długość 4 m 36 cm i szerokość ok. 113 cm. Na całunie widać obraz ciała nagiego potężnie zbudowanego mężczyzny z długimi włosami i brodą. Obraz ten przypomina negatyw fotograficzny. Na jednej połowie tkaniny odbity jest przód sylwetki, na drugiej połowie widać odbicie tego samego człowieka od tyłu. Na materiale widoczne są także liczne czerwone ślady, wyglądające na ślady krwi oraz pozostałości po pożarze i konserwacji z ubiegłych wieków. Jeśli chodzi o udokumentowaną historię całunu turyńskiego, to wiemy na pewno, że został po raz pierwszy opisany w zachowanym do dziś dokumencie z 1357 roku. Jest w nim wymieniony jako obiekt kultu w miejscowym kościele w Szampanii będący własnością Joanny de Vergy, wdowy po rycerzu Godfrydzie de Charny. Jeszcze pod koniec XIV w. jeden z lokalnych biskupów zarzucał, że uchodzący za relikwię całun został sfałszowany. To co działo się z nim wcześniej pozostaje jedynie w sferze legend i niepotwierdzonych naukowo domysłów. Od połowy XIV wieku historycy są w stanie bez przerwy udokumentować historię całunu. W 1532 roku w kaplicy, w której był przechowany wybuchł pożar. Całun został wtedy nadpalony, a następnie załatany przez siostry klaryski. W 1578 roku całun trafił do Turynu i od tego czasu pozostaje w tym mieście, stąd też jego współczesna nazwa. Pierwsze zdjęcia całunu W 1898 roku Secondo Pia wykonał pierwsze fotografie całunu, który w tym czasie był wystawiony na kilka dni na widok publiczny. Wywołując fotografię zobaczył twarz, którą uznał za wizerunek Jezusa. Odbicie było bardzo dokładne, pełne szczegółów, tak realistyczne jak na zdjęciu fotograficznym. Wtedy odkryto, że wizerunek na całunie, jest negatywem, a wiec obrazem odwróconym. Po opublikowaniu odkrycia w prasie pojawiły się zarzuty o fałszerstwo zarówno wykonane przez fotografa, jak i fałszerstwo samego płótna. Sprawą zaczęli zajmować się naukowcy. W 1931 roku całun został kolejny raz wystawiony na widok publiczny. Wykonano kilkanaście zdjęć obiektu, a zarówno procesowi wykonywania fotografii, jak i wywoływaniu towarzyszyli świadkowie. Od tego czasu sprawą całunu zajęli się naukowcy z całego świata. Powstało nawet określenie nauki interdyscyplinarnej zajmującą się badaniem tej relikwii. To syndologia, słowo pochodzące od greckiego sindon, czyli całun. Pierwsza syndologiczna konferencja naukowa odbyła się latem 1939 w Turynie. Tym co zaskakiwało naukowców był realizm odwzorowania szczegółów przedstawionej postaci, która wiernie oddaje wszelkie cechy anatomiczne i fizjologiczne człowieka poddanego okrutnej męce. Stawiano w wątpliwość, czy tak dokładne dzieło mógłby stworzyć średniowieczny fałszerz, nie znający tak dokładnie anatomii człowieka. Za autentycznością całunu świadczy też to, że rany od gwoździ widnieją na nadgarstkach. W średniowieczu przedstawiano Jezusa przybitego do krzyża za dłonie i stopy, co jest niemożliwe anatomicznie. Dlatego podnosi się, że domniemani średniowieczni fałszerze całunu również nie posiadali takiej wiedzy. Ze względu na narastające przez lata badania, władze kościelne w Turynie wydały zezwolenie na badania, które miały wskazać, czy płótno jest fałszerstwem, ikoną nawiązującą do męki Jezusa, czy rzeczywistym odbiciem mężczyzny z czasów współczesnych Chrystusowi. Badania naukowe Pierwsze badania naukowe całunu przeprowadziła w 1978 r. grupa badawcza nazwana STURP (Shroud of Turin Research Project – Projekt Badawczy Całunu Turyńskiego). Naukowcy fotografowali całun, prześwietlali go promieniami rentgena, pobierali próbki pyłków, a nawet pobierali do badań jego małe fragmenty. Największe wątpliwości budzi sposób, w jaki utrwalił się na płótnie wizerunek mężczyzny. Jedną z przyjmowanych powszechnie teorii jest odbicie na płótnie zamęczonego człowieka, który był nim owinięty. Badacze z grupy STURP nie odkryli w badanych fragmentach tkaniny żadnych farb ani pigmentów. Wskazali, że zmiany zaobserwowane we włóknach sugerują, że płótno poddawano licznym procesom fizycznym i chemicznym, jak utlenianie czy odwodnienie, które mogą być wywołane w warunkach laboratoryjnych za pomocą środków chemicznych lub ciepła, ale nie tłumaczą całościowo powstania obrazu na całunie. Badania prowadzone przez Waltera McCrone’a w latach 70. i 80. nie wykryły na całunie substancji organicznych, a jedynie ślady ochry, mineralnego barwnika o dużej zawartości tlenków żelaza. Jego badania zostały jednak podważone Pierluigi Baima Bollone stwierdził jednak na całunie ślady ludzkiej krwi grupy AB. Jego badania też zostały podważane przez innych naukowców. W 1988 r. trzy zespoły badawcze (z Zurychu, Oksfordu i Tucson w USA) badały wiek całunu metodą datowania radiowęglowego. W tym celu wycięto z płótna próbkę o powierzchni 8 cm kw. Wszystkie trzy zespoły, które prowadziły badania stwierdziły niezależnie od siebie, że płótno powstało między 1260 a 1390 r. Ich badania są podważana poprzez twierdzenie, że badali zanieczyszczony fragment płótna, lub fragment z wykonanej później łaty. Jednak sami naukowcy w swoich badaniach opisywali, że fragmenty zostały bardzo dokładnie oczyszczone i sprawdzone przed samym badaniem. Inni naukowcy próbowali dokładnie skopiować całun za pomocą średniowiecznych metod, żeby dowieźć, że jego stworzenie było możliwe, próbowano badać pyłki roślin znalezione na całunie, badano technikę tkacką samego materiału, informowano o tym, że obraz mógł zostać naniesiony na płótno jedynie pod wpływem ogromnego, niewyjaśnionego rozbłysku energii, albo, że jest wynikiem wczesnych badań nad fotografią. Kolejne badania zarówno te na rzecz udowodnienia autentyczności całunu, jak i jego sfałszowania były negowane przez innych naukowców. Najnowsze badania W 2017 roku opublikowano publikację autorstwa badaczy z uniwersytetów w Padwie, Trieście i Bolonii „Badania rozkładu atomów wykrywają nowe biologiczne dowody na Całunie Turyńskim”. Naukowcy przebadali płótno w poszukiwaniu nanocząsteczek o pochodzeniu organicznym przy użyciu elektronowego mikroskopu transmisyjnego. „Znaleźliśmy biologiczne nanocząsteczki kreatyniny powiązanych z małymi nanocząsteczkami tlenku żelaza. Rodzaj, rozmiar i rozłożenie nanocząsteczek tlenku żelaza nie może być skutkiem farbowania, ale wskazuje na pochodzenie z ferrytyny (białka kompleksującego jony żelaza i przechowującego je w wątrobie - red.)” – czytamy w abstrakcie artykułu. Autorzy badania dochodzą do wniosku że obecność tego rodzaju nanocząsteczek świadczy o tym, że osoba, której ślady biologiczne odnaleziono, przed śmiercią musiała doznać poważnych urazów. W proporcjach podobnych do zaobserwowanych na Całunie Turyńskim, nanocząsteczki te pojawiają się bowiem w krwi osób poddanych ciężkiej traumie, torturom. – Liczna obecność cząsteczek kreatyniny powiązanych z cząsteczkami ferrihydrytu nie jest typowa dla zdrowych osób. Przeciwnie, jest oznaką silnych, wielokrotnych urazów ponoszonych przez osobę, której ciało owinięto w płótno. Z badania wynika, że mężczyzna, którego zwłoki okryto całunem, poddany został torturom przed krwawą śmiercią – dowodził prof. Giulio Fanti z Uniwersytetu w Padwie. Do innego wniosku doszli jednak naukowcy, których badania zostały opublikowane w „Journal of Forensic Sciences” w 2018 roku. Ich autorami są antropolog sądowy Matteo Borrini z Uniwersytetu Johna Mooresa w Liverpoolu i zajmujący się chemią ograniczą Luigi Garlaschelli z włoskiego Komitetu Badań nad Pseudonaukami. W badaniu wykorzystano technikę zwaną „analizą śladów krwawych”. Wykorzystali krew ludzką, przekazaną do badań oraz syntetyczną krew o tych samych właściwościach. Korzystając z manekina i żywego człowieka naukowcy odtworzyli strużki krwi ściekające po ciele Chrystusa z doznanymi przez niego ranami. Badacze doszli do wniosku, że nie pokrywają się one z plamami na całunie. Główne zastrzeżenia budzi zły kąt rozmieszczenia plam. Na tej podstawie stwierdzili, że całun nie mógł powstać poprzez odciśniecie na nim śladów osoby zamordowanej. Naukowcy nie potrafią jednak wskazać, jak można byłoby nanieść ślady na tkaninę. Zaznaczają ponadto, że podczas badania nie uwzględniali czynników takich jak oczyszczanie zwłok i przygotowywanie ich do pochówku. Wątpliwości pozostają Kolejne badania całunu, czy to wskazujące na jego autentyczność, czy fałszerstwo są krytykowane i podważane. Ponadto dostępność całunu do badań jest ograniczona ze względu na jego unikatowy charakter. Trudno w tej sytuacji liczyć na to, że w najbliższym czasie jednoznacznie i ze stuprocentową pewnością poznamy jego pełną historię. Może nigdy w pełni nie rozwiążemy jego tajemnic. Kościół katolicki ani inne chrześcijańskie Kościoły i związki kościelne nie określają, czy jest to naprawdę całun, w który owinięto Jezusa Chrystusa. Zostało to zostawione osobistym osądom wierzących. Czytaj też:Wystawienie Całunu Turyńskiego w Wielką Sobotę. Gdzie oglądać?
Idzi Panic Tajemnica Całunu Turyńskiego W tym roku pielgrzymi mają okazję zobaczyć Całun Turyński. Wystawienie rozpoczęło się 10 kwietnia i potrwa do 23 maja. Kolejna możliwość zobaczenia tajemniczych relikwii będzie dopiero w roku jubileuszowym 2025. Całun turyński to kawałek płótna o wymiarach 437 cm na 113 cm i wadze 2,5 kg. Został utkany ręcznie z lnianej nici. Widnieje na nim wizerunek nagiego mężczyzny o atletycznej budowie, ma on brodę i długie włosy zaplecione w wiele luźnych warkoczy. Jego ciało znaczą liczne rany oraz pojedyncza rana kłuta między 5. i 6. żebrem. Całun przechowywany jest w katedrze św. Jana Chrzciciela w Turynie. Nie ulega wątpliwości, że jednym z przedmiotów wzbudzających dzisiaj wśród ludzi wiele kontrowersji jest Całun Turyński, płótno, na którym można dostrzec blade odbicie ludzkiego ciała z wyraźnymi śladami ran, przypominającymi te – opisane w Ewangeliach – z męki Pana Jezusa. Nie ma jednak poza Całunem innego przedmiotu (lub zjawiska), który byłby poddany tak szczegółowym badaniom, z udziałem przedstawicieli tak licznych dyscyplin naukowych. Zamieszanie wokół Całunu Całe zaś zamieszanie zaczęło się w 1898 roku, po wykonaniu pierwszych zdjęć Całunu przez prawnika z Turynu, fotografa amatora, który nazywał się Secondo Pia. Okazało się, że obraz na kliszy fotograficznej ma charakter pozytywu, a tymczasem – jak wiemy – powinien to być negatyw (tak jest zawsze!). Oznacza to, że obraz na Całunie to negatyw (tak nie powinno być!). Jako że losy tego Płótna znane były od średniowiecza, wówczas zaś sztuki fotografii nie znano, owo niezwykłe zjawisko odniesiono do osoby Pana Jezusa, dostrzeżono w nim ślad Jego zmartwychwstania, a przynajmniej Jego męki i śmierci na krzyżu. I to właśnie wywołało furię przeciwników Całunu, którzy, aby podważyć wnioski, jakie w tym momencie się nasuwały, zarzucili Secondo Pii fałszerstwo, a zarazem uznali Całun za dzieło średniowiecznego fałszerza. Warto wskazać, że osobom, które komentowały tego rodzaju opinie, umknął jeden niezmiernie ważny szczegół. Mianowicie na jednym ze zdjęć Całunu wykonanych przez Secondo Pię widzimy negatywowy wizerunek umęczonego Człowieka, a nad nim pozytywowy fragment ołtarza! Uzyskanie na jednej kliszy takiego efektu było wówczas niemożliwe. W takim razie fałszerzami byli ci, którzy kwestionowali uczciwość Pii i dostarczali takich, a nie innych opinii komentatorom. Kolejne zdjęcia Całunu wykonał w 1931 roku zawodowy fotograf, Giuseppe Enrie. Tym razem specjalna komisja czuwała, aby nie doszło do ewentualnego fałszerstwa. I oto okazało się, że Secondo Pia nie kłamał, wizerunek na Całunie ma charakter negatywu, klisza zaś pokazuje – odwrotnie – obraz pozytywowy. Całun jest więc zjawiskiem niezwykłym, bowiem w średniowieczu takiego obrazu nie można było stworzyć. Znikła zatem bariera, jaką ongiś stworzyli wrogowie Całunu, szkalując Secondo Pię i wykonane przez niego zdjęcia. Mimo to, podobnie jak w 1898 roku, przeciwnicy Całunu podnieśli wrzawę. Tym razem jednak odpadał argument, jakoby fotografowie dopuścili się fałszerstwa. Należało zatem wymyślić nowe argumenty, które wykazałyby, że obraz na Całunie jest mistyfikacją, względnie rezultatem specjalnych zabiegów podjętych w średniowieczu przez ludzi, którzy (aby dowieść zmartwychwstania) chcieli spreparować płótna grobowe Jezusa. Tylko nieliczni zwolennicy teorii, zgodnie z którą wizerunek na Całunie miał powstać w średniowieczu, jego uformowanie się kładli na karb naturalnych, często spotykanych procesów. W tych kierunkach szły odtąd argumenty przeciwników autentyczności Całunu. Pierwsze badania naukowe Już w roku następnym (1932) w Turynie odbyły się liczne spotkania osób zainteresowanych odpowiedzią na pytanie, czym naprawdę jest Całun i jaka była jego historia. Wtedy też odbyła się konferencja naukowa, podczas której przede wszystkim uznano za niemożliwe wykonanie w średniowieczu obrazu o charakterze negatywu fotograficznego. Kulminacja tych działań miała miejsce latem 1939 roku, kiedy w Turynie odbyła się pierwsza poważna konferencja naukowa poświęcona tajemniczemu Płótnu. Z tego też okresu pochodzą pierwsze, zrealizowane przy zastosowaniu wszelkich rygorów naukowych, badania grupy specjalistów, spośród których warto przywołać po pierwsze te, które realizowali lekarze sądowi, Giovanni Battista Judica-Cordiglia z Mediolanu oraz Romanese z Mediolanu. Szczegółowa analiza obrazu doprowadziła ich do wydanego niezależnie od siebie, a zarazem identycznego wniosku, że obraz z Całunu informuje o śmierci człowieka, który zginął na skutek okrutnej męki, i że obrazu tego nie mógł stworzyć w średniowieczu artysta-malarz (obaj badacze odnieśli się w ten sposób do twierdzenia, które od 1902 roku powtarzano, że wizerunek z Całunu to średniowieczne malowidło). Znakomite, jak na owe czasy, badania nad zgodnością cech anatomicznych człowieka z ich odwzorowaniem na Całunie prowadził Pierre Barbet. Ów doświadczony chirurg i zarazem pracownik naukowy stwierdził, że bez względu na to, w jaki sposób powstał wizerunek na Całunie, oddaje on wiernie wszelkie cechy anatomiczne i fizjologiczne umierającego człowieka. Rzecz taka w średniowieczu byłaby nie do wykonania, z tej prostej przyczyny, że nie znano w owym czasie nawet w przybliżeniu tak dokładnie anatomii człowieka. Równie ważne były badania nad sposobem powstania obrazu, które prowadził Paul Vignon. Uznał on za niemożliwe, by ludzie w średniowieczu, przy pomocy dostępnej sobie wiedzy, mogli stworzyć obraz na Całunie po to, aby dokumentować zmartwychwstanie Jezusa. W odpowiedzi na to ludzie uważający Całun za prowokację sięgnęli po kolejne argumenty, na przykład wskazywali, że jest to obraz namalowany przez Leonarda da Vinci. Wątpliwości te skłoniły arcybiskupów Turynu do wyrażenia zgody na kompleksowe badania Całunu i powołania kolejnych komisji, które wyjaśniłyby, czym w istocie jest to Płótno: fałszerstwem, ikoną nawiązującą do męki Pana Jezusa czy też rzeczywistym odbiciem Jego dramatu. Fałszerstwo czy ikona Pracą tych komisji zainteresował się między innymi znakomity fizyk i matematyk, John Jackson, pracownik laboratorium jednego z najbardziej znanych ośrodków badań nuklearnych na świecie, w Albuquerque w Stanach Zjednoczonych. Zwrócił się on do kilku swoich przyjaciół, pracowników prestiżowych ośrodków badawczych, zajmujących się najbardziej skomplikowanymi technologiami, z kosmicznymi i nuklearnymi włącznie. W ten sposób w 1976 roku w Stanach Zjednoczonych zawiązał się nieformalnie zespół wysokiej klasy specjalistów różnych dyscyplin, który zainicjował i przeprowadził jeden z najbardziej fascynujących programów badawczych, poświęconych wyłącznie jednemu przedmiotowi –Całunowi Turyńskiemu. Zespół ten przyjął nazwę The Shroud of Turin Research Project, czyli Projekt Badań nad Całunem z Turynu. Kilka lat później powstały kolejne zespoły, tym razem europejskie (na przykład francuski CIELT), które wsparły swoimi umiejętnościami i wiedzą amerykańskich kolegów. Zespoły te zgromadziły przedstawicieli wielu dyscyplin naukowych, takich jak: chemia, fizyka, biologia, matematyka, a nawet astronomia, medycyna, kryminologia, historia, historia sztuki, materiałoznawstwo, a ostatnio również informatyka. Specjaliści podchodzili do badań – przynajmniej na początku – bez emocji. Stawiali przed sobą po prostu zadanie wyjaśnienia kolejnego w swoim życiu problemu badawczego. Dalecy byli od udowadniania z góry przejętych założeń, a do badań wykorzystywali najnowocześniejszą w danym czasie aparaturę naukową. Rezultaty badań Wizerunek na Całunie nie posiada „kierunkowości”. Oznacza to, że nie mógł namalować go żaden artysta, gdyż nie można namalować obrazu bez użycia pędzla. Ten wniosek potwierdziły wyniki badań biochemicznych (wbrew wnioskom jednego z „zaocznych” uczestników prac), które wykazały, że ślady pigmentów malarskich na Całunie są zbyt małe, aby mogły wyjść spod ręki malarza. Z tego samego względu należy odrzucić teorię, że obraz powstał poprzez nałożenie na płótno umęczonego bestialsko człowieka (taki zarzut stawiają do dziś niektórzy przeciwnicy autentyczności Całunu), a następnie zainicjowanie procesu utrwalania odbicia: w chwili zdejmowania umęczonej ofiary w kierunku, w którym ściągano by z niego płótno, „przechylałyby się” drobinki krwi i ewentualnie pigmentów, co byłoby widoczne na obrazie mikroskopu elektronowego. Takie zjawisko na Całunie nie występuje. Obraz ma charakter powierzchniowy! Wizerunek odbił się jedynie na górnej warstwie płótna, nie wnikając w ogóle w wewnętrzne struktury. Na całej powierzchni obraz jest niewiarygodnie delikatny: ma zaledwie do kilkudziesięciu mikronów grubości!, a mimo to – co wykazały badania przeprowadzone przy użyciu aparatury do badań kosmicznych – jest obrazem trójwymiarowym! Współcześnie potrafimy wykonywać takie obrazy, ale nie uczyni tego ręka artysty ani opary, które zawsze przenikną w głąb materiału. Badacze nie pozostawiają wątpliwości, że Całun przedstawia wizerunek prawdziwego, umęczonego i ukrzyżowanego człowieka. Odnaleziona na nim krew składa się z hemoglobiny i daje pozytywny test na obecność surowicy i albumin, a więc należy do człowieka. Wyniki badań historyków na temat wieku Całunu potwierdzają badania genetyczne krwinek z Całunu, które przeprowadzili specjaliści od badań DNA. W sposób jednoznaczny datują oni wiek krwinek, a tym samym także wiek Całunu, na pierwsze stulecie naszej ery, na czasy Jezusa! Wiek krwinek jest tak stary, ich struktura z powodu pożarów tak zniszczona, że (wbrew plotkom) nie da się sklonować Osoby z Całunu. Analiza zdjęć fotometrycznych Całunu nie pozostawia wątpliwości: na turyńskim płótnie spoczywało na pewno martwe ciało. Wszystkie obrazy, jakie na nim widzimy, są zgodne z wiedzą, jaką dysponuje medycyna sądowa. Nierozwiązana tajemnica Jak zatem powstał wizerunek na Całunie? Mimo wprzęgnięcia w badania tak różnych dyscyplin naukowych, nadal tego nie wiemy. Dominuje teoria błysku – ogromnej energii, która uwolniła się w niebywale krótkiej chwili, tak że nie zniszczyła materiału. Pozostaje jednak wątpliwość: w jaki sposób człowiek, pozostawiwszy swoje odbicie, mógł wyemanować? Przecież nie mógł tego uczynić na wszystkie strony! Czy jest to ślad zmartwychwstania? Odpowiem słowami jednego z członków grupy STURP, Barriego Schwortza, bynajmniej nie chrześcijanina, który wierny swoim naukowym wynikom, stwierdził: „Wszystkie te symptomy [które widzimy] u człowieka [z Całunu] możemy zestawić z tym, co zapisano w Ewangelii na temat torturowania i ukrzyżowania Jezusa”. Dla mnie nie ulega wątpliwości, że wizerunek ten może odnosić się tylko do Jezusa z Ewangelii. Idzi Panic – profesor Uniwersytetu Śląskiego. Jego zainteresowania naukowe obejmują określone wątki z historii średniowiecza Polski i Europy Środkowej. Opublikował kilkanaście tomów źródeł. Zainicjował trzy serie wydawnicze: „Wieki Stare i Nowe”, „Średniowiecze Polskie i Powszechne” (z prof. Jerzym Sperką) oraz „Pamiętnik Cieszyński”. „Głos Ojca Pio” (nr 3/63/2010) opr. aś/aś
Brazylijski badacz Átila Soares da Costa Filho posługując się Całunem Turyńskim i możliwościami sztucznej inteligencji opracował portret przedstawiający w przybliżeniu oblicze Maryi, matki Jezusa. – Z Jej twarzy emanuje piękno i godność – powiedział badacz. Pracę nad odtworzeniem twarzy Maryi mężczyzna rozpoczął już w 2010 roku analizując badania amerykańskiego projektanta, Raya Downinga. Wykorzystując zaawansowaną technologię sądową zrekonstruował on na podstawie Całunu Turyńskiego twarz Jezusa. - Opierając się na twarzy z Całunu, wykonałem wiele eksperymentów przy użyciu sztucznej inteligencji i zaawansowanej technologii konwolucyjnych sieci neuronowych do… zmiany płci. Dokonałem ręcznych artystycznych poprawek, by trafniej podkreślić etniczną i antropologiczną fizjonomię kobiety z Palestyny sprzed 2000 lat. Tak zdołałem odtworzyć wizerunek nastoletniej Maryi, a więc obraz dziewczyny, która urodziła Jezusa – mówi Átila Soares. - Warto podkreślić, że wyniki tych badań zostały zaakceptowane przez najważniejszego na świecie syndonologa, badacza i autora wielu ważnych wykładów, Barriego M. Schwortza, oficjalnego fotografa historycznego projektu STURP (zajmującego się badaniem Całunu Turyńskiego) – dodał mężczyzna. Brazylijczyk twierdzi, że odtworzona przez niego Maryja wygląda na 25-30 lat. - Ma silne, ale i wzniosłe oblicze. Oblicze kobiety w dramatyczny sposób związanej z misją i ofiarą Zbawiciela… Jej Syna. Maryja jest chwałą, ale też i bólem, całkowitym oddaniem – mówi mężczyzna. Badacz zaznaczył, że z twarzy Maryi emanuje piękno i godność. - Wróćmy tu do średniowiecznej myśli św. Augustyna, który twierdził, że źródłem piękna jest wypływająca z Boga dobroć. Maryja – ta, która poczęła Syna Stwórcy winna odzwierciedlać Jego cechy: winna być bardzo piękna – dodał Átila Soares. Źródło: / Tworzymy dla Ciebie Tu możesz nas wesprzeć.
wizerunek jezusa z całunu